wtorek, Kwiecień 20th, 2010...9:35 am
Marcowi komandosi
Rozmowa z Marią Zmarz-Koczanowicz, autorką scenariusza i reżyserką filmu dokumentalnego „Zwyczajny marzec”.

Maria Zmarz-Koczanowicz, fot. Tomasz Grygorowicz
Iza Michaliszyn: W piątek 8 marca 2008 roku, Lech Kaczyński powiedział: „Czterdzieści lat temu […] – w piątek 8 marca o godz. 12 zwołany został wiec na Uniwersytecie Warszawskim. Wiec, zwołany przez istniejącą już od lat studencką opozycję, zwaną potocznie ‘grupą komandosów’. […] Ta opozycja była realnie istniejącą grupą […] i była też mitem. Była mitem dla wszystkich tych, którzy chcieli w tamtej, niezwykle trudnej rzeczywistości, jawnie opierać się systemowi. Pani zrobiła o nich film.
Maria Zmarz-Koczanowicz: I wybrałam jako komentatora tych wydarzeń legendę Marca – Adama Michnika, któremu prezydent Kaczyński, jako jedynemu, nie dał odznaczenia za Marzec’68.
Filmów o Marcu’68 widzieliśmy już wiele. Czy jest jakiś wyjątkowy powód, dla którego Pani sięgnęła po materiały z 1968?
Robiąc „Dworzec Gdański” zauważyłam, że jest wiele materiałów archiwalnych na temat Marca, które nie są znane i wykorzystane z różnych względów. Poza tym miałam też wrażenie, że wcześniejszy film mówi o represjach wobec Polaków żydowskiego pochodzenia, a w przypadku „Zwyczajnego marca” pojawiła się potrzeba opowiedzenia o zrywie młodzieży w walce o demokratyzację życia w ówczesnej Polsce.
Kim jest bohater filmu?
Bohaterem jest czas, sytuacja, która się wydarzyła w 1968 roku. Jest nim też komentator Adam Michnik i są nim materiały archiwalne. Ale przede wszystkim – jest nim Marzec’68 odtworzony w bardzo szczególny sposób.
Trudno było namówić Adama Michnika do wystąpienia w tym filmie?
Podobała mu się idea tego dokumentu, ale nie był przekonany do swojego udziału. Z tego co wiem, w ogóle niechętnie występuje w filmach. Zgodził się dopiero, kiedy zaproponowałam, żeby powiedział komentarz do godzinnej, zmontowanej już wersji filmu. Ryzykowałam, że jeśli mu się nie spodoba, po prostu się wycofa, ale na szczęście tak się nie stało. W czasie tego jednodniowego nagrania, kiedy patrzył na ekran i komentował pojawiające się na nim wydarzenia, miałam wrażenie, że rozmawiał z historią, że zapominał czasem o sytuacji nagrania. Prawie wszystkie jego komentarze znalazły się w filmie. To była bardzo ciekawa sytuacja, unikalna dla mnie, dokumentalisty i myślę, że ten film dzięki temu wiele zyskał.
Adam Michnik wspomina w czasie tego spotkania kolegów, koleżanki. Uśmiecha się nostalgicznie, kiedy mówi o swojej sympatii z tamtych lat.
Trudno się dziwić, to początek jego drogi, zapewne najważniejsze przeżycie w jego życiu.
Zestawia Pani nierzadko fragmenty archiwów, które mówią obrazem o podwójnej ówczesnej rzeczywistości – na przykład Mieczysław Moczar, który wręcza ordery, a podkładem jest piosenka „Jędrusiowa Dola” wykonywana przez Chór Ziemi Sandomierskiej. Ten film pokazuje też, w jaki sposób uprawiano wtedy marketing polityczny.
Tamte czasy to był początek rewolucji medialnej. Telewizja po raz pierwszy na taką skalę włączyła się w wydarzenia. Zwykli ludzie osaczeni byli propagandą z każdej strony – radio, telewizja, gazety. Jedna z osób, którą poznałam przy realizacji „Dworca Gdańskiego”, opowiadała mi, że gdyby nie było wtedy takiej agresywnej propagandy w mediach, może nie wyjechałaby z Polski. Polacy żydowskiego pochodzenia poczuli się poniżeni, zaszczuci.
Fragmenty archiwów, które Pani wybrała prezentują niesamowity przekrój wydarzeń z tamtych lat – tragikomiczne przemówienia Gomułki, młodziutką Edytę Wojtczak zapowiadającą program artystyczny podczas zjazdu 50-lecia powstania Komsomołu, słuszną pracę zakładów mięsnych, zdjęcia z przesłuchań studentów, Holoubka z inscenizacji Dejmka, koncert Rolling Stonesów czy przerażająco smutnych i „zastygłych” robotników wysłuchujących przemówień ze zjazdów partii.
Ludzie byli zmęczeni, zdezorientowani. Łatwiej było manipulować informacjami. Chociaż – co ciekawe – dotarłam do wielu materiałów wyjściowych, niezmontowanych. W nich widać prawdę, to co kamera mimowolnie zarejestrowała – obojętność i lęk na twarzach ludzi spędzonych na „wiece poparcia”. Kamera, to tylko techniczny sprzęt – czy używa jej apologeta czy propagandzista, zawsze pokaże kawałek prawdy, dlatego tak lubię oglądać archiwalia. Ciekawa jest też siermiężność telewizyjnych pogadanek, w których nieznani nikomu prezenterzy czytali z kartek pogróżki pod adresem „rewizjonistów i syjonistów”.
Na jednym z materiałów są sceny z koncertu Rolling Stonesów w Warszawie. Adam Michnik mówi, że widać w reakcji młodych na to wydarzenie potrzebę autentyzmu, buntu, sprzeciwu wobec drętwych oficjałek. Czy mówi także o sobie?
Komandosi to była niezwykła grupa ludzi – oczytani, ciekawi świata, otwarci na nowe idee. Chcieli zmieniać świat i uwierzyli, że im się to uda. Niesamowite jest to, że im się to udało!
Skąd w takiej smutnej Polsce brali siłę, aby się przeciwstawić?
Byli marzycielami, niepokornymi ludźmi, którzy wspólnie szukali możliwości budowania innej rzeczywistości, innej Polski. Opierali się na doświadczeniach 1956 roku (Październik’56, odwilż gomułkowska – przyp.red.) wierzyli w wartości, słuchali takich ludzi jak Leszek Kołakowski czy Zygmunt Bauman.
Komandosi, syjoniści, wrogowie Polski Ludowej – jak zostali nazwani przez system.
Wielu z nich wyjechało z Polski. Niektórzy jednak zostali – jak Adam Michnik. Ale ci co wyjechali, nigdy o Polsce nie zapomnieli, pomagali później opozycji. Wielu z nich wróciło po 1989.
Podczas wspomnianego już przemówienia prezydenta z 2008 roku, powiedział on także o Marcu’68: „Była to kampania, która nie tylko naruszała podstawowe zasady cywilizowanego społeczeństwa, nie tylko była kampanią – trzeba to sobie jasno powiedzieć – rasistowską, ale także przyniosła naszemu krajowi niepowetowane straty, które nie zostały do końca naprawione aż do dzisiaj. Ta kampania wyrzuciła z naszego kraju tysiące ludzi, którzy być może mieli żydowskie pochodzenie, ale w istocie byli Polakami, tysiące ludzi także, którzy czuli się Żydami, ale Żydami polskimi. Byli to często ludzie niezmiernie wartościowi. […] To były zdarzenia dla Polski, generalnie rzecz biorąc, niezmiernie niekorzystne, a pod pewnymi względami wręcz tragiczne.”
Całkowicie zgadzam się z tą oceną. Powinniśmy ze wstydem myśleć o tym, co się wtedy stało i zawsze o tym pamiętać. Dlatego potrzebne są filmy na ten temat.
Film kończą archiwalia, które pokazują okrutny śmiech historii z tych, którzy nie słyszą, nie rozumieją przepowiedni „Dziadów”.
Których paraliżuje wolność.
Zwyczajny marzec, reż. Maria Zmarz-Koczanowicz, Polska, 2009, 58 min
Projekcje: wtorek, godz. 18.30, niedziela, godz. 13
Dodaj komentarz