poniedziałek, Kwiecień 19th, 2010...4:44 pm

O festiwalu, publiczności i szukaniu kultury

Jump to Comments

Rozmowa z Mirosławem Chojeckim, dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Filmowego „Żydowskie Motywy”.

Mirosław Chojecki, fot. Tomasz Grygorowicz

Z lekko opuszczoną głową wygląda na wiecznie zamyślonego. – Z wykształcenia jestem chemikiem, a właściwie chemofizykiem. To znaczy byłem nim 30 lat temu. Teraz jestem producentem filmowym – mówi. Oprócz solidarnościowej przeszłości, ma w swoim dorobku ponad 300 wyprodukowanych filmów. Ma też energię, którą czuć, gdy mówi o filmach i festiwalu.

Andrzej Pukos: Czym zajmuje się dyrektor festiwalu?

Mirosław Chojecki: W zasadzie niczym, ma od tego ludzi. A tak naprawdę to koordynuje wszystko. Występuje też na rozpoczęciu i zakończeniu festiwalu, i czasem jeszcze coś przemówi.

Przypomnijmy historię festiwalu.
Narodził się pod koniec ubiegłego wieku, w latach 90. Próby jego powstania utrudniał Komitet Kinematografii – wyszli z założenia, że skoro jest już jeden taki festiwal w Krakowie (Festiwal Kultury Żydowskiej), to kolejny jest niepotrzebny. Później, gdy Komitet rozwiązano, a powstał Polski Instytut Sztuki Filmowej, udało się rozpocząć prace nad projektem festiwalu. Pierwszy wystartował w 2004 r. Bardzo istotne było wtedy wsparcie ówczesnego prezydenta Warszawy, Lecha Kaczyńskiego.

Widownia?
Są dwie kategorie wiekowe: pierwsza, o średniej wieku 20-22 lata i druga to sześćdziesięcio-siedemdziesięciolatkowie. Ich proporcja to mniej więcej 9:1. Młodzi chcą poznać kulturę żydowską, zobaczyć jak wygląda, czego nie było dane im poznać. Starsi przychodzą zapewne z powodu nostalgii za czasami, które pamiętają lub znają z opowieści rodziców. Mają też dużo wolnego czasu.

Co z pozostałymi?
Widać, że brakuje osób w wieku 40-50 lat. Propaganda systemowa komunistycznej władzy zmieniła ludzką psychikę i zostawiła garb. Zmiana władzy nie spowodowała zmiany mentalności. Dziesięć lat byłem na emigracji. I w Nowym Jorku, i w Jerozolimie widziałem Chasydów, Żydów w odświętnych strojach. Miałem styczność z tą kulturą, co pomogło mi pozbyć się garba.
Z kolei młodzi ludzie chcą zobaczyć co wymazano z naszej kultury, co zniknęło. Np. ślub żydowski. Tego u nas nie ma, a w innych krajach jest. I młodzież to interesuje, chcą zobaczyć jak to wszystko wyglądało i wygląda. Dlatego dużo osób odwiedza festiwal.

Istnieją statystyki?
Na każdy film przychodzi ok. 200 osób. Są dwie sale i w tym samym czasie ok. 400 osób ogląda filmy, których na festiwalu jest ok. 50. Chociaż to też nie jest miarodajne, bo niektórzy przychodzą na kilka seansów. Ale tak to w przybliżeniu wygląda. Ważne, że można u nas spotkać po filmach twórców większości pokazywanych filmów. Jest też Klub Festiwalowy mieszczący się w kawiarni „Antrakt”, można tam porozmawiać z twórcami, poza oficjalnymi pokazami.

Jest to 7 edycja festiwalu – co można powiedzieć o nim w siedmiu słowach?
Było dobrze. Jest dobrze. Będzie jeszcze lepiej.



1 komentarz

Dodaj komentarz