czwartek, Kwiecień 22nd, 2010...2:50 pm

Zmotywowani

Jump to Comments

Artur Cichaczewski

Każdy, kto przychodzi na festiwal, ma swój motyw. Dla jednych jest bardziej ogólny – poznanie kultury, poszerzenie horyzontów, ciekawość. Dla innych bardzo szczególny.

Wielu młodych szuka na festiwalu tego, co zostało stracone w czasie wojny, co słyszeli z opowieści dziadków, a nie mieli okazji poznać. Chcą wiedzieć więcej o barwnej i wyrazistej kulturze żydowskiej. Monika, chwilę po otwarciu festiwalu mówi: – Dla młodych ludzi magnesem jest egzotyczność tej kultury, ale równocześnie to, że jest nasza.

Pan Dariusz nosi kipę, pogrążony jest w zadumie. Urodził się w warszawskim getcie, wyszedł  z niego wyprowadzony przez Polaków. – Festiwal zmienia stosunek do historii, do Żywych. Jestem zainteresowany żydowstwem w Warszawie, a tak mało zostało już pamiątek. Wciąż pamiętam niektóre momenty, niektóre budynki – jak wyglądał mur zburzony po wojnie, kościół św. Aleksandra ocalały tylko dlatego, że hitlerowcy przechowywali w nim mienie żydowskie. Pan Dariusz znalazł się na festiwalu, aby uczcić pamięć Żydów straconych podczas powstania w getcie warszawskim. – Grzebałem w zgliszczach na ulicy Dzielnej, przy której się urodziłem. Pamiętam trupi zapach – wspomina wzruszony.

Pan Kazimierz – historyk, przewodnik po Warszawie, opowiada o bliskości z Żydami.  – Jestem tutaj, bo boli mnie, że już ich tu nie ma. Jestem wychowany na Woli. Rzucaliśmy bryłami ziemi, patykami w dzieci żydowskie pewnego doktora przy Karolkowej. Nie dlatego, że byliśmy antysemitami. Dlatego, że oni chodzili w butach, a my nie. Jak stary doktor zapytał mnie: „A zupę byś zjadł?”, ja na to: „No pewnie”. Przestawaliśmy rzucać, chodziliśmy na zupę.



Dodaj komentarz