Rabin Burt E. Schuman z Fundacji Beit Warszawa. Postępowa Społeczność Żydowska w Polsce opowiada Arturowi Cichaczewskiemu o wzajemnym zainteresowaniu Polaków i Żydów.
Historia Polski miała dużą rolę w tworzeniu żydowskiej tożsamości. Podobnie kultura żydowska budowała tożsamość Polaków. Przez lata ludzie w Polsce przeżywali wiele negatywnych rzeczy i przez to stworzyły się głębokie związki między Polakami i Żydami. Teraz sytuacja kieruje się w stronę dialogu i uzdrowienia. Interesujące jest to, że w Izraelu odradza się kultura polska, język, literatura.
Podoba mi się pomysł festiwalu. Co więcej ogromne wrażenie robią na mnie wszystkie filmy, które reprezentują ponad 50 państw. To jest najlepszy, poza Izraelem, festiwal filmowy, w jakim uczestniczyłem. Wyrażanie w różny sposób swojej żydowskości, staje się całkowicie normalne. Wspaniała jest różnorodność, a życie wspólnot żydowskich – przedwojennych, w USA, w Polsce czy Izraelu, jest jak tęcza. Zmierzamy drogą z chasydyzmu do sekularyzacji.
Rozmowa z Dirkiem Regelem, reżyserem filmu „Oj, gewałt!”
Dominika Jakowiecka: „Oj, gewałt!” opowiada o przywiązaniu do tradycji. Czy Pan utrzymuje jakieś tradycje?
Dirk Regel: Uważam, że pamiętanie o tradycjach jest bardzo ważne, podtrzymuje odmienność ludzi, stanowi specyfikę kultur. Jednak podchodzenie do nich zbyt poważnie prowadzi do egoizmu i ignorancji. Dlatego powinniśmy podtrzymywać tradycje, ale równocześnie zwracać uwagę, czy nie naruszają one przekonań pozostałych. Jestem agnostykiem i nie podążam za żadną z tradycji religijnych, za to stworzyłem własne. Codziennie staram się uprawiać jogę, jestem wegetarianinem, interesuje się ajurwedą. To moje małe tradycje.
Każdy, kto przychodzi na festiwal, ma swój motyw. Dla jednych jest bardziej ogólny – poznanie kultury, poszerzenie horyzontów, ciekawość. Dla innych bardzo szczególny.
Wielu młodych szuka na festiwalu tego, co zostało stracone w czasie wojny, co słyszeli z opowieści dziadków, a nie mieli okazji poznać. Chcą wiedzieć więcej o barwnej i wyrazistej kulturze żydowskiej. Monika, chwilę po otwarciu festiwalu mówi: – Dla młodych ludzi magnesem jest egzotyczność tej kultury, ale równocześnie to, że jest nasza. Keep reading →
Barbara Hollender, jurorka festiwalu, na codzień krytyk filmowy dziennika „Rzeczpospolita“ mówi o fascynacji filmami i ich ocenianiu.
Wyrosłam w filmowej rodzinie, mój ojciec, Wilhelm Hollender był wspaniałym kierownikiem produkcji filmu. Pracował przy kilkudziesięciu polskich filmach m.in. wszystkich niemal obrazach Andrzeja Munka i superprodukcjach Jerzego Hofmana, jak „Potop“ czy „Pan Wołodyjowski“. Poznałam kino od podszewki i czasem, zwłaszcza w przypadku rodzimych produkcji, trudno mi napisać złą recenzję. Wiem, jak dużo wysiłku i energii kosztuje nakręcenie filmu, jak wiele ludzkich nadziei się z tym wiąże. Za to spotkanie z dziełem interesującym i profesjonalnie zrealizowanym daje mi ogromną satysfakcję.
Piwnica bez okien w bałuckiej kamienicy. Całą ścianę zajmuje lustro. Słychać monotonny dźwięk maszynki do robienia tatuażu. – Te ściany kryją wiele tajemnic i cierpienia – mężczyzna w skupieniu tatuuje ramię drugiego. – Torturowano tu Żydów – dodaje nie przerywając pracy. Na starych, drewnianych drzwiach pozostał numer celi: 13.
Żydzi, o których mowa, zostali przywiezieni do Łodzi z Czechosłowacji. Ich historię opowiada polsko-czeski film „Bałuckie Getto” w reżyserii Pavla Štingla, pokazany podczas pierwszego festiwalowego wieczoru. Wspomnienia czeskich Żydów zestawia z teraźniejszością i obrazem dzisiejszych mieszkańców i dzielnicy.
Rozmowa z Małgorzatą Florczyk, fotografką, której prace można oglądać na wystawie festiwalowej „Dwie Pragi w refleksach żydowskich” we foyer kina Muranów.
Iza Michaliszyn, Edyta Gogo, Dominika Jakowiecka: Pierwsze wrażenia po otwarciu wystawy?
Małgorzata Florczyk: To moja pierwsza wystawa. Gdy dowiedziałam się, że wernisaż będzie w dniu otwarcia festiwalu, zaczęłam skakać i piszczeć z radości, aż mój mąż się przestraszył.
Zaraz otwarcie festiwalu. Pośród tłumu gości wchodzących do sali „Zbyszek” kilka osób w kipach. Pierwsze żydowskie motywy. Za chwilę wszystko się rozpocznie. Sala pełna gości. Mirosław Chojecki, dyrektor festiwalu, robiąc zamaszyste ruchy ramionami w kierunku od ścian do rzędów foteli powtarza do mikrofonu – Siadajcie proszę.
Galę rozpoczyna projekcja teledysku do piosenki „Miasteczko Bellz” w wykonaniu Niny Stillerowej. Jej utwór to mieszanka folku i elektroniki ze śpiewem hebrajskim. Impresyjna, transowa muzyka. Obraz przedstawia ludzi na starych czarno-białych fotografiach i filmach, przenikających się ze złocisto-żółtym jesiennym lasem.
Po słowie o partnerach i sponsorach, oficjalnie otwierają festiwal Józef Hen (robi to co roku) i Andrzej Wajda. Dyrektor festiwalu kończy swoją kwestię słowami – Dzięki, że jesteście z nami, bądźcie zawsze, cześć.
Andrzej Pukos
Józef Hen i Andrzej Wajda, fot. Tomasz Grygorowicz